Mgła nad łąkę przyszła rankiem
I usiadła ociężale.
Widać, że jej tu wygodnie,
Bo się nie chce ruszyć wcale.
Wiatr nieśmiało ją zaczepia:
“Zatańcz ze mną mgło walczyka!”
Mgła zaparła się i siedzi -
“Niech wiatr sobie sam pobryka!”
Ale wietrzyk jest uparty:
Z boku lekko mgłę potrąca
I mgła – niby od niechcenia,
Lecz zaczyna trochę pląsać.
Coraz szybciej, jakby śmielej
W tańcu z wiatrem się zatraca.
Wietrzny walc na wszystkie strony
Coraz lżejszą mgłę obraca.
W końcu lekko biel opada
Wzdycha mgła z radosną miną:
“Jednak nie ma to jak w tańcu
Całkowicie się rozpłynąć!”
Między sosną a olszyną






